Styczniowy anioł... stróż


Biało i cicho, cicho i biało,
gdzieś znad latarni księżyc zmarznięty
zagląda w moje okno nieśmiało -
chciałby się ogrzać, rozmrozić pięty...

Biegnę, zapraszam: „Herbaty? Kawy?...”
- i już miał księżyc spaść w odwiedziny,
gdy nagle stanął jak płótno blady,
strojąc niezwykle zabawne miny...

Wyjrzałam... Rety!... Przed moim domem
Anioł wywija miotłą zawzięcie!
Skrzydła na fartuch związał z fasonem...
Też sobie Anioł znalazł zajęcie!

Dziwi się księżyc: „Czy Anioł musi
zamiatać chodnik, sprzątać podwórza?...”
„Nie wiem!” - ja na to - „może go kusi
etat ziemskiego dozorcy – stróża?...”